czwartek, 9 czerwca 2016

Opactwo San Galgano i miecz w skale



W opactwie San Galgano byliśmy ponad 9 lat temu i teraz uznaliśmy, że czas, aby wybrać się tam znowu. To tylko godzina jazdy od nas, ale w takim kierunku ‘nie po drodze’,  za Casole d’Elsa.
San Galgano to zdesakralizowane opactwo cystersów. Jego niezwykłość polega na tym, że klasztor nie ma dachu – w 1786 roku w dzwonnicę uderzył piorun, dzwonnica runęła na dach niszcząc go kompletnie.
Spacer po takim miejscu to niezwykłe przeżycie.
Ale to nie koniec. Po wyjściu z klasztoru znajdziemy skierowania na znajdujący się 500 metrów dalej erem-  pustelnię, w której mieszkał Święty Galgano i tam można obejrzeć miecz wbity w skalę.

Przed San Galgano jest parking, na którym należy zostawić samochód i dalej iść piechotą (można dalej wjechać, ale są zakazy postoju. My byliśmy w maju, po godzinie 15-tej i oczywiście wjechaliśmy dalej- tak jak wszyscy. Ale w sezonie pewnie lepiej nie ryzykować).
Po prawej stronie drogi znajduje się bar i restauracja, druga jest za eremem. 
 Do klasztoru dochodzimy bardzo ładną aleją cyprysową.  
Skręcamy w prawo i kierujemy się do kas. Bilety kosztują 3 euro (2,5 ulgowe), można wchodzić z psami. 
Przed wejściem do kasy zwróćcie uwagę na zewnętrzny stary piec chlebowy. Ciekawe z jakiego okresu pochodzi i przez kogo był używany. A może to piec całkiem współczesny wykorzystywany podczas organizowanych tu fest? :)

Wnętrze klasztoru bez dachu robi duże wrażenie. Niestety mój skromny aparat i moje marne zdolności nie pozwoliły na dobre uchwycenie jego niezwykłości, musicie uwierzyć mi na słowo!



Po obejrzeniu trzeba wyjść na tyły klasztoru, skręcić w lewo i przejść  500 metrów spacerkiem przez pola i las dębowy do eremu. 
 Przechodzi się obok winnicy, są skierowania na gospodarstwo, w którym można spróbować win - jest dobrze :)
Gdy dochodziliśmy do kościółka akurat wychodziła z niego para (z Bułgarii!), która wzięła tam ślub. 

Miecz w skale znajduje się w środku kaplicy i jest zabezpieczony szklaną kopułą (zapewne przed chojrakami, którzy próbowaliby wyrwać go ze skały :)
Sama kaplica jest maleńka, ale naprawdę bardzo ciekawa. 

 Pieta przed wejściem

Obok jest sklepik z lokalnymi produktami, głównie na bazie ziół –  dobre są ziołowe cukierki i aromatyzowane naturalnymi esencjami miody. My kupiliśmy eukaliptusowy i rozmarynowy.
Kawałek dalej jest bardzo przyjemne miejsce, w którym serwują pyszne spritz’e i piwa artigianale (rzemieślnicze, z małych zakładów). 



Na parking można wrócić drogą asfaltową, albo tą bardziej przyjemną przez las i łąki, którą się przyszło. 



Piękne miejsce, które dostarcza mnóstwa wrażeń. I bardzo przyjemny majowy spacer. 
Chciałbym tu jeszcze kiedyś znów przyjechać… 
O historii Świętego Galgano sporo jest w internecie, zobaczcie, np. tu: 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz